Pamiętam, jak odkryto w Rosji nowe poważne zagłębie naftowe w okolicach Majkopu. Ludzie o małych środkach pozakładali spółki, zaczęli wiercić, otrzymali naftę. Gdzieniegdzie trysnęły fontanny. Czekano z niecierpliwością, czekano, że zjawią się potentaci naftowi i grubo za koncesje zapłacą. Potentaci nie zjawili się. Drobne towarzystwa zmarnowały swe środki i pobankrutowały. Dopiero wtedy wielkie firmy zainteresowały się nowym terenem i wykupiły kopalnie za bezcen.

Historia ta z moich lat młodych przypomina mi się, gdy myślę o ekspansji kolonialnej Wielkiej Brytanii. Największe posiadłości zamorskie nie przez anglików były odkryte, nie przez nich początkowo eksploatowane, nie przez nich przez choroby dziecinne przeprowadzane. Pionierami byli Hiszpanie i Portugalczycy, pierwszymi narodami kolonizatorskimi prócz nich – Holendrzy i Francuzi. W Ameryce Północnej, do anglo-saskiej wspólnoty narodów należącej, pierwszymi osiedleńcami byli Hiszpanie na Antylach i na zachodnim brzegu, Holendrzy w obecnym Nowym Jorku, Francuzi w Luizjanie i w Kanadzie. Teraz po Hiszpanach zostały nazwy miejscowości w Kalifornii, po francuzach – język w części Kanady, po holendrach – szereg nazwisk, których właściciele nie umieją prawidłowo wymawiać.