Nie tylko więc do miast własnego kraju, lecz poza jego granice, poza oceany, które są coraz łatwiejsze do przebrnięcia, ciągnie tysiące ludzi rozwój wielkiego przemysłu. Emigracja ze zorganizowanej lub wspieranej przez władze, emigracja o posmaku kolonizacji – boć takie hasło wysunął właściwie Wakefield – przekształca się w ruch masowy, składający się z oddzielnych zupełnie spontanicznych odruchów emigracyjnych poszczególnych jednostek, pchanych przez własną indywidualną inicjatywę. Wiosna wielko-kapitalistyczna w nie mniejszym stopniu daje się zaobserwować w Stanach Zjednoczonych, gdzie zapotrzebowanie na ręce robocze, nie na czarnego niewolnika, lecz na robotnika w nowoczesnym tego słowa znaczeniu, wzmaga się wydatnie.

Z czasem jednak emigracja zaczyna się kurczyć i gra aż do początku bieżącego stulecia mniejszą rolę, niż migracji wewnętrzne ze wsi do miast, które wsysają nadmiar ludności. Wpływa bezwarunkowo na ten stan rzeczy coraz ściślejsze zespalanie się robotników w związki zawodowe, coraz większa potęga tych związków wewnątrz kraju, coraz ciaśniejsza ich zwartość, coraz silniejsza ingerencja na prawodawstwo. Związki zawodowe w Wielkiej Brytanii już w 1924 r. mogły święcić swój stuletni jubileusz. W 1868 r. na Kongresie Trade-Union’ów reprezentowane było 28 organizacji z 118.000 członków, w 1878 r. 114 organizacji z 624.000 członków, w 1888 roku – 138 organizacji z 817.000 członków, w 1908 – 1.268 związków z 2.486.000 członków, w 1928 r. 1.346 związków z 8.336.000 członków.