Jak już zaznaczyłem, emigracja ku końcowi zeszłego stulecia zmniejsza się w ogóle. W pierwszym dziesięcioleciu przed wojną znowu rośnie na rzecz jednak przeważnie własnych koloni. W czasie wojny widzimy zupełnie zrozumiałą kontrakcję z zachowaniem nawet nieco powiększonego odsetku wychodźstwa do Stanów Zjednoczonych. Po wojnie emigracja rośnie, można powiedzieć, gwałtownie, szukając wyjścia z ciężkiego położenia w kraju. Ale w tym momencie w stosunku do niezależnego kraju imigracyjnego, Stanów Zjednoczonych, wychodźstwo angielskie podlega najzupełniej prawu przewagi wpływu zewnętrznych sił dośrodkowych nad wewnętrznymi siłami odśrodkowymi. Anglia nie może swej rosnącej w miarę rozwoju kryzysu ekspansji ludzkiej kierować do Stanów Zjednoczonych i w ogóle nigdzie poza swymi kolonami. Położenie to uwypukla się wyraźnie w cyfrach przytoczonej tabelki. Stany Zjednoczone stawiają tamę imigracji i dają przytułek tylko w ćwierci pokrewnemu sobie rasowo wychodźstwu brytyjskiemu. Następne sześciolecie wykazuje jeszcze bardziej charakterystyczne wyniki. Główne posiadłości angielskie, zdobywając sobie coraz więcej niezależności od metropolii, zajmują w stosunku do imigrantów stamtąd krytyczne stanowisko, oparte na rozważonym dobrze własnym interesie. Argumentom kryzysowym metropolii przeciwstawiają

własne argumenty tej samej kategorii. W rezultacie już nawet kolonialna emigracja zaczyna się naginać do przytoczonego wyżej prawa, które staje się w ten sposób jak gdyby uniwersalnym. Zjednoczone Królestwo, rozumiejąc coraz lepiej, że trudno na kolonie liczyć, chwyta się tak radykalnego środka, jak przyjęcie Unemployment Insurance Acts 1920 i 1921 r.